W Lechu Zieliński za Smudę

Piotr Leśniowski
2009-05-29, ostatnia aktualizacja 2009-05-29 11:30

Lech nie da Franciszkowi Smudzie stuprocentowej podwyżki i nie zgodził się, by trener miał większy wpływ na transfery, więc sobotni mecz z Cracovią będzie jego ostatnim w poznańskim klubie. Smudę zastąpi Jacek Zieliński zwolniony wiosną z Polonii Warszawa.


Fot. Piotr Skórnicki / AG Jacek Zieliński
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Jacek Zieliński
Smuda, który chodził nadąsany po zdobyciu Pucharu Polski, a po ostatnim meczu z Polonią nawet nie pojawił się na konferencji prasowej, w czwartek przyszedł na spotkanie z dziennikarzami w wyśmienitym nastroju. - Już wiem, jaka jest decyzja w sprawie mojej przyszłości, ale jeszcze nie powiem. Show musi trwać - mówił uśmiechnięty. Jego konferencja przed meczem z Cracovią wyglądała jak pożegnanie. - To był dla mnie fantastyczny okres. Szczególnie w ostatnim roku: te wszystkie dramaty, mecze w Pucharze UEFA. To była dla mnie świetna szkoła i przyda mi się w dalszej pracy, w tym czy innym klubie - mówił, nazywając stolicę Wielkopolski "najlepszym miejscem w Polsce dla piłki".

Dlaczego zatem nie będzie nadal pracował w Lechu? Trener zdradził, że poróżnił się z szefami klubu na temat zimowych transferów. Żaden ze sprowadzonych wówczas graczy nie zagrał u Smudy ani minuty w ekstraklasie. Trener narzekał na brak solidnych zmienników, gdy osłabiony kontuzjami kluczowych graczy Lech trwonił przewagę z początku wiosny. - Nie chciałem być dyrektorem sportowym, na decydowanie o kasie na transfery też nie chciałem mieć wpływu, bo nie umiem dobrze liczyć. Ale to ja buduję drużynę, więc muszę decydować, czy ktoś mi pasuje. Na całym świecie tak jest. I tak było do pewnego czasu w Lechu. To ja sam wybierałem graczy i brałem za to odpowiedzialność - tłumaczył. Nieoficjalnie wiadomo też jednak, że dla szefów Lecha nie do przełknięcia była stuprocentowa podwyżka, której oczekiwał "Franz" w nowej umowie.

Jego następca na pewno nie postawił takich żądań. Jacek Zieliński przyznał, że z władzami Lecha doszedł już do porozumienia. - Do rozmów doszło dopiero wtedy, gdy w Lechu zaczęło się dziać nie tak, jak powinno. Na pewno negocjacje nie były z mojej inicjatywy, by wysadzić Franka i wskoczyć na jego miejsce - zastrzegł 48-letni szkoleniowiec, do niedawna trener Polonii, a wcześniej Dyskobolii, Piasta i Górnika Łęczna. - Uważam, że Franiu wykonał w Poznaniu kawał dobrej roboty. Szacunek i kultura wymagają, by do czasu jego rozstania z klubem nie mówić o konkretach dotyczących mojej pracy w Lechu - powiedział.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów