O sukcesie gospodarzy zadecydowała akcja, którą przeprowadzili już w 75. sekundzie meczu. Szarżującego lewą stroną boiska Piotra Tomasika, we własnym polu karnym sfaulował bramkarz Jagielonii Rafał Gikiewicz i arbiter podyktował rzut karny. Skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się Jacek Trzeciak.
Kapitan Polonii udowodnił, że ma nerwy ze stali. Tuż przed wykonaniem przez niego rzutu karnego, trener gości Michał Probierz przywołał do siebie Bruno, by ten przekazał Gikiewiczowi, jak Trzeciak strzela rzuty karne. Probierz świetnie zna Trzeciaka, bo przecież jeszcze w zeszłym sezonie prowadził bytomskich piłkarzy. Zagrywka Probierza nie wytrąciła jednak Trzeciaka z równowagi. Lider Polonii potężnym strzałem pokonał bramkarza Jagi.
Szkoleniowiec gości został szorstko przyjęty przez miejscowych kibiców. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu Probierza wygwizdano. Fani Polonii mają do niego żal, że latem ubiegłego roku - bez podania przyczyn - opuścił bytomski klub. Probierz wydawał się tym jednak niespecjalnie przejęty. Trenera Jagiellonii dużo bardziej martwił fakt, że jego zespół znów nie potrafił wygrać meczu wyjazdowego. - Wolałbym już nawet, żebyśmy stracili pięć bramek, a sami strzelili ze dwie, by przynajmniej przełamać niemoc zdobywania goli na wyjazdach - smucił się.
Jagiellonia miała wiele okazji do wyrównania stanu meczu, ale wyjątkowo nieskutecznie zagrali liderzy zespołu z Białegostoku - Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski. - Znowu nas czeka 500-kilometrowa podróż do domów w fatalnych nastrojach. Rzygać już się chce naszymi wynikami na obcych stadionach. Dobrze, że ten sezon się kończy - wściekał się Grosicki.
Zupełnie inne nastroje panowały w drużynie Polonii. - Postawiony nam cel, czyli utrzymanie w ekstraklasie, został osiągnięty. Już skupiamy się na budowie zespołu na następny sezon - cieszył się Jurij Szatałow, trener Polonii.
Dodajmy, że w meczu nie doszło do zapowiadanego pierwszego pojedynku braci bliźniaków Rafała i Łukasza Gikiewiczów. Napastnik Polonii przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych. - Chciałem go wpuścić na ostatnie minuty, żeby podnieść adrenalinę, ale Lukas Killar doznał kontuzji i musiałem zmienić plany - wyjaśniał Szatałow.
Rafał Gikiewicz opuszczał boisko ze łzami w oczach, ale nie z powodu nieobecności brata na boisku. - To mój faul zadecydował o wyniku. Przeze mnie przegraliśmy - mówił podłamany.
Polonia: Pesković Ż - Hricko, Klepczyński, Killar Ż (84. Dziółka), Sokolenko - Trzeciak (64. Radzewicz), Brzęczek (80. Podstawek), Bażik, Grzyb, Tomasik - Zieliński Ż.
Jagiellonia: Gikiewicz - Norambuena, Stano, Skerla, Król (56. Cionek) - Kojasević (78. Fidziukiewicz), Bruno, Zawistowski Ż (69. Guevara), Jarecki - Grosicki, Frankowski.