Fantastyczny gol Brzyskiego w meczu z Lechem » Dla niego znacznie ważniejsza jest liga i walka o mistrzostwo Polski, ale nie dziś. Wizyta Lecha w Kotle Czarownic, czyli na Stadionie Śląskim ma bowiem niepowtarzalny klimat. - Panuje wokół tego meczu tak niezwykła atmosfera, że czuję się zupełnie tak, jak wtedy gdy graliśmy mecze w Pucharze UEFA - przyznał wczoraj szkoleniowiec poznańskiego Lecha, który zamknął wieczorny trening lechitów na Stadionie Śląskim.
A w takiej atmosferze Lechowi zazwyczaj dobrze się gra. - To jest finał Pucharu Polski. Unikalny mecz. Tu trzeba będzie zwycięstwo wytargać, wywalczyć - mówił Smuda. - Dlatego nie ma znaczenia, czy gramy z Ruchem tu, czy na Cichej. Stawią nam taki sam opór.
Jego zdaniem, nie ma też znaczenia, ze Lech ma tak fatalny bilans meczów z Ruchem Chorzów w obecnym sezonie - zaledwie jeden punkt w dwóch meczach! - Gdy przegraliśmy z Ruchem jesienią, nasz zespół był rozbity. Wielu zawodników właśnie wróciło wtedy ze zgrupowań reprezentacji narodowych, m.in. Rengifo i Stilić - tłumaczył Smuda.
Teraz Lech rozbity nie jest, a do gry może być nawet gotowy Bartosz Bosacki. Pojechał do Chorzowa, choć przed wyjazdem zastrzegał, że w wypadku jego kontuzji przerwa w treningach i grze powinna wynosić miesiąc. Tymczasem trwała tylko dwa tygodnie.
Tymczasem Ruch ma problemy kadrowe. Nie zagrają dziś Krzysztof Nykiel, Maciej Sadlok oraz świetnie znany w Poznaniu były lechita Marcin Zając. Prowadzący zespół od zaledwie trzech tygodni trener Waldemar Fornalik, który już raz z Lechem w Poznaniu zremisował, mówił wczoraj: - To dla nas zaszczyt i wielkie wyróżnienie grać w finale z takim zespołem jak Lech. Ten finał to wartość dodana do ligi.
Wojciech Grzyb, piłkarz Ruchu Chorzów dodał: - Wiele osób twierdzi, że Puchar Polski nie jest ważny, nie tak jak liga. Jednak skład finału, miejsce, cała otoczka wokół tego meczu dowodzą, że jest inaczej. To bardzo prestiżowy i ważny dla obu ekip mecz. A Lech to zespół doświadczony, który grał już na tak gorących boiskach w całej Europie, że pewnie i Stadion Śląski nie będzie mu straszny.
Kto zatem wygra? Franciszek Smuda: - Szanse oceniam pół na pół. Zadecyduje forma dnia i... fart pod bramką.