Waldemar Kordyl: Jest Pan zaskoczony tak niską pozycją Cracovii?
Rafał Ulatowski: Zdecydowanie tak, bo ten zespół kojarzy mi się z nową jakością, którą wprowadził tuż po awansie do ekstraklasy. Za trenera Stawowego grał ofensywnie, efektownie i skutecznie. Chciałbym, żeby Cracovia wygrywała, ale nie z nami. To zasłużony klub dla polskiej piłki i jego miejsce jest w ekstraklasie.
A Cracovii uda się utrzymać?
- Nikomu nie życzę spadku, ale jedziemy do Krakowa potwierdzić, że pasmo sześciu zwycięstw nie było przypadkiem. Nikomu nie zamierzamy rozdawać punktów. Jeśli Cracovia z nami wygra, to po ciężkiej i męskiej walce.
A na co stać GKS Bełchatów?
- Teraz zajmujemy piąte miejsce, ale nie jest ono szczytem ambicji. Sześć wygranych zawdzięczamy wytrwałości i zaangażowaniu, bo zespół był zdziesiątkowany przez kontuzje.
Bez Dawida Nowaka Pana drużyna traci połowę wartości?
- Coś w tym jest. Bez Dawida zaczęliśmy od dwóch porażek i bezbramkowego remisu z Wisłą. Mimo wszystko Nowak sam nie kiwnie 10 czy 11 rywali. Nie traciliśmy bramek, bo jego koledzy na to nie pozwalali.
Nowak jest dla GKS-u takim zawodnikiem, jak Dariusz Pawlusiński dla Cracovii.
- Atutem Darka jest szybkość. Za to Dawid imponuje grą z piłką przy nodze. Pawlusiński słynie z atomowych uderzeń, Nowak oddaje piłkę innym. To różne typy piłkarzy. Darek jest ważny dla Cracovii, a w Bełchatowie do dziś go miło wspominają.
Artur Płatek, trener Cracovii, boi się szybkich skrzydłowych GKS-u. A jaka jest najgroźniejsza broń Cracovii?
- Także skrzydłowi. Paweł Sasin i Łukasz Derbich często obiegają Ślusarskiego i Pawlusińskiego, stwarzając spore zagrożenie. Jeżeli wyjdziemy, tak jak na mecz z Polonią, to będziemy znów do ogrania. Musimy dołożyć determinację i nieustępliwość. Porażki są wkalkulowane w życie trenera, stanowią dla niego nowy etap w pracy.
Co Pana najbardziej martwi przed sobotnim spotkaniem?
- Liga kończy się za trzy kolejki. Znów będziemy cierpieć przez dwa miesiące, grając mecze kontrolne. Nie podoba mi się nasz system rozgrywek.
Gdzie jest ciekawiej, na dole czy na górze ekstraklasy?
- Patrząc na liczbę zespołów zaangażowanych w grę o utrzymanie, to z pewnością na dole. Nie pamiętam, by kiedykolwiek do końca czekało nas tyle smaczków. Tylko Śląsk Wrocław może skupić się na Pucharze Ekstraklasy. Taki jest urok piłki, dla kibica to coś fascynującego. Nie można przewidzieć wyniku, nie ma podziału na faworytów i dostarczycieli punktów.
Ze stadionu Cracovii ma Pan bardzo dobre wspomnienia.
- Gdy w Zagłębiu Lubin byłem asystentem Czesława Michniewicza, to wygraliśmy 4:2, ale w Cracovii panowała wtedy grypa. Samodzielnie zwyciężyłem z Zagłębiem 2:1, a decydującego gola w samej końcówce zdobył Szymek Pawłowski. To był mój drugi mecz w roli pierwszego trenera i do tego ograłem "Doktora" Majewskiego.
Pokusi się Pan o wytypowanie spadkowiczów i zespołu, który będzie walczył walczącego w barażach?- Nie powiem, bo drużyny zagrożone grają między sobą. Ciężko będzie odpowiedzieć na to pytanie przed 30 maja.