Rozmowa z Łukaszem Surmą
Łukasz Pałucha: Po ostatniej kolejce w końcu odetchnęliście. Wygraliście z Jagiellonią (3:1), a wyniki innych spotkań ułożyły się dla was korzystnie.
Łukasz Surma: W tej kolejce graliśmy pierwsi, zrobiliśmy swoje i mogliśmy czekać na to, co zdarzy się na innych boiskach. Faktycznie, inne wyniki nie były złe, ale czy odetchnęliśmy? Może na parę dni, bo za chwilę mamy ważny mecz z Lechem i po tym spotkaniu znów może być ciężka sytuacja. Dlatego musimy być skupieni i zagrać w Poznaniu tak, aby zdobyć punkty.
Lech trzykrotnie stracił już na wiosnę punkty w meczach z drużynami broniącymi się przed spadkiem. Nie ma się więc chyba czego bać na Bułgarskiej?
- Z jednej strony tak, ale z drugiej Lech będzie już teraz uczulony, żeby nie remisować z drużynami walczącymi o utrzymanie. Poznaniacy zrobią wszystko, aby po raz kolejny nie zawieść swoich kibiców.
Podczas gierek treningowych trener Tomasz Kafarski nakazywał wam wysokie krycie. Czy to będzie sposób za zneutralizowanie siły ofensywnej Lecha?
- Na pewno nie możemy zagrać głęboko, cofnąć się na trzydziesty metr, bo Lech ma zawodników, którzy potrafią dograć prostopadłą piłkę, jak Semir Stilić czy Rafał Murawski. Jeżeli damy im za dużo miejsca, to nas stłamszą w środku i zawsze jakąś piłkę wcisną. Dlatego momentami będziemy musieli podchodzić wyżej. Czy to się uda, to już inna sprawa.
Taka taktyka będzie wymagała ogromnego zaangażowania w walkę. Po przejęciu zespołu przez trenera Kafarskiego nie macie z tym jednak problemów. Wcześniej, za Jacka Zielińskiego, brakowało "zęba" w grze. Co się zmieniło?
- Teraz idzie nam dużo lepiej, ale trener Kafarski nie zwierza mi się ze swoich przemyśleń, więc trudno mi mówić, jak wpłynął na zmianę naszej gry. Osobiście żałowałem, że trenerowi Zielińskiemu się nie udało, bo to on mnie tutaj ściągnął. Robiłem wszystko, aby go nie zawieść. Ale wyglądaliśmy jak wyglądaliśmy, wtedy nic więcej nie dało się zrobić.
Trener Zieliński przed początkiem rundy wiosennej ostrzegał, żeby nie oczekiwać, że będzie pan liderem drugiej linii, ani że będzie pan strzelał bramki. Tymczasem nie dość, że gra pan dobrze, to z trzema golami jest pan najlepszym strzelcem Lechii na wiosnę.
- Mimo wszystko cały czas uważam, że Lechii ewidentnie brakuje ofensywnego pomocnika. Dlatego z Karolem Piątkiem musimy tę funkcję pełnić na zmianę. Raz jeden z nas jest w defensywie, a drugi w ofensywie, a za chwilę jest odwrotnie. Musimy tak układać grę, żeby obrona z atakiem były zrównoważone. Ale generalnie nie jest to łatwe zadanie.
Nie żałuje pan, że przyszedł do Lechii i musi się bronić przed spadkiem?
- To nie było tak, że dostałem jeden telefon z propozycją i od razu się zdecydowałem. Wszystko dokładnie przemyślałem, a jak już przemyślałem, to wiedziałem, że nie będę żałować. Nie podejmuję pochopnych decyzji. Nie wiem, czy jeśli się utrzymamy, to w przyszłym sezonie zbudowana zostanie silniejsza drużyna walcząca o wyższe cele. Nie słyszałem takich zapewnień działaczy, zresztą oni rzadko się pokazują w naszej szatni. Chciałbym, żeby były takie plany, ale nawet jak się nic nie zmieni, to dam z siebie 100 proc., żeby Lechia nadal grała w ekstraklasie [Surma ma jeszcze ważny kontrakt na przyszły sezon - red]. A atmosfera jest u nas taka, że niejeden zespół mógłby się od nas uczyć.
Po Lechu czeka was kolejny mecz z drużyną walczącą o mistrzostwo Polski - Wisłą Kraków. Ile punktów w tych dwóch spotkaniach was zadowoli?
- Nic sobie nie zakładamy. O Wiśle na razie w ogóle nie myślimy. Nie rozmawiamy o tym, bo to nie ma sensu. Trzeba skupić się wyłącznie na meczu z Lechem.