- O porażce nie zadecydował brak szczęścia, ale koncentracji. Błędy można popełniać, ale należy grać uważnie do końcowego gwizdka sędziego. Szczególnie w meczach z czołowymi zespołami ekstraklasy, bo zawsze istnieje ryzyko kryzysu, który rywale bezlitośnie potrafią wykorzystać. Potrzebne nam są punkty, które można zdobyć, będąc odpowiednio zmotywowanym. Nie tylko ja, drugi trener czy kierownik drużyny, ale przede wszystkim całe środowisko ŁKS-u musi dążyć do tego, aby utrzymać zespół w ekstraklasie. Mam nadzieję, że w poniedziałek dojdzie do spotkania w klubie, podczas którego zostaną wyjaśnione wszystkie sprawy organizacyjno-finansowe. Wierzę, że nastąpi przełamanie, bo tak źle dalej już być nie może. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby piłkarze myśleli o wszystkim, ale nie o meczu. By decydowali, czy i kiedy jedziemy na zgrupowanie. Obecna sytuacja przeszkadza w uzyskiwaniu dobrych wyników. Do tej pory nie mówiłem na ten temat, ale teraz sytuacja zrobiła się bardzo dramatyczna, wręcz groźna.
Nadszedł najwyższy czas na zmiany. Do tej pory były wyniki, dlatego ciągle słyszeliśmy, że jakoś będzie. Przed meczem z Górnikiem Zabrze chcę piłkarzy gotowych do pracy, a nie myślących o zaległych wypłatach. Przecież gramy w ekstraklasie, w której są ogromne pieniądze, choćby z telewizji czy od organizatora rozgrywek. Drużyna nie może grać charytatywnie, za słowo honoru - kończy szkoleniowiec.