Wielki powrót Pawła Brożka »
Wczoraj jednak napastnik z Zimbabwe strzelił 17. bramkę i wyprzedza reprezentanta Polski o jedno trafienie. Krakowianie po remisie Legii z Lechem zrównali się z liderem ze stolicy punktami. A za dwa tygodnie podejmują warszawian.
Krzysztof Staszak: Miało minąć parę miesięcy, tymczasem wszedł Pan na boisko zaledwie kilka tygodni po kontuzji i uczcił to dwiema bramkami.
Paweł Brożek: Tak też sobie wyobrażałem powrót do gry.
Do końca nie było wiadomo, czy wyjdzie Pan w pierwszym składzie.
- Trener zapytał, czy jestem gotowy, by wystąpić od początku. Powiedziałem, że tak, ale decyzja oczywiście należała do trenera.
Szansę na pierwszą bramkę po powrocie miał Pan zaraz na początku.
- Nie widziałem zawodnika w bramce, chciałem trafić w długi róg, to była zła decyzja. Uderzałem lewą, słabszą nogą, która na dodatek była kontuzjowana. Szkoda, bo to by była bramka na 1:0 dla nas i pewnie wtedy nie dopuścilibyśmy już Górnika pod swoje pole karne.
Nie baliście się, że po bramce zabrzanie się zamurują i będziecie musieli się napracować, by w ogóle zremisować?
- Nie myślałem w ten sposób. Już pierwsza połowa pokazała, że Górnik jest w naszym zasięgu, mieliśmy mnóstwo sytuacji, by mecz rozstrzygnąć dużo wcześniej. Dogoniłem Chinyamę? Nawet się nad tym nie zastanawiałem. Dla mnie najważniejsze było to, że trafiam po ciężkiej kontuzji. Doda mi to pewności siebie.
Jak rozumieć trenera twierdzącego, że Paweł Brożek nie jest jeszcze w formie? W końcu dwie bramki mówią same za siebie.
- Oj, w 70. minucie już umarłem fizycznie. Na szczęście Wojtek Łobodziński nabił mnie i strzeliłem drugą bramkę. Trener wcześniej pytał dwa razy, czy mam siły. Dopiero później zacząłem odczuwać trudy meczu. Wszyscy zagraliśmy dobrze, nie tylko ja byłem na boisku. Zwycięstwo to także ciężka praca zespołu. Piłka szukała mnie w polu karnym. Gorzej by było, gdybym nie miał żadnej sytuacji.
Mistrzostwo jest na wyciągnięcie ręki.
- Powiedzieliśmy w szatni, że koncentrujemy się wyłącznie na następnej kolejce. Teraz gramy z Piastem, co będzie później, na razie nas nie interesuje.