Czy pomoc pomoże Legii z Lechem?

Robert Błoński
2009-04-22, ostatnia aktualizacja 2009-04-22 15:17

Po osiemnastu miesiącach drużyna Jana Urbana wróciła na pierwsze miejsce w tabeli. W niedzielę o 17 gra na Łazienkowskiej z poprzednim liderem Lechem. Biletów już praktycznie nie ma.

Maciej Iwański
Fot. Kuba Atys / AG
Maciej Iwański
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Lewandowski kontra Chinyama. Kto strzela piękniej? »

Legia wyprzedziła poznaniaków, bo wygrała w Gliwicach, a "Kolejorz" niespodziewanie i strzelając gola dopiero w ostatniej minucie, ledwie zremisował u siebie z ŁKS. I ma o punkt mniej od Legii.

- Nasza wygrana z Piastem niewiele zmieniła, różnice są minimalne - mówi trener Legii Jan Urban. - I my, i Lech wciąż zależymy wyłącznie od siebie. Sytuacja może się zmienić w niedzielę. Przegrany będzie musiał się martwić nie tylko o to, by wygrać następne mecze, ale liczyć na potknięcie przeciwnika. Zwycięzca niedzielnego meczu, jeśli wygra pięć ostatnich spotkań, na pewno zostanie mistrzem Polski.

I dlatego mecz z Lechem jest tak istotny. Później poznaniacy przyjadą do stolicy jeszcze raz - na mecz z Polonią, a Legię czeka wyjazd do Krakowa na spotkanie z Wisłą, nad którą ma tylko dwa punkty przewagi i która ma zdecydowanie najkorzystniejszy terminarz (na wyjazdach gra tylko z drużynami broniącymi się przed spadkiem, a u siebie z Górnikiem, Legią i Śląskiem).

Dlatego w niedzielę w Legii muszą się wreszcie obudzić jej generałowie z drugiej linii, czyli Roger Guerreiro i Maciej Iwański. W siedmiu meczach tej rundy dwaj najbardziej kreatywni pomocnicy z jesieni grali przeciętnie. Usprawiedliwieniem Rogera są dwie asysty i bramka. Iwański trafił do siatki rywali ledwie raz (z rzutu karnego).

Jesienią szczególnie ten drugi świetnie wpasował się do drużyny. Dobry piłkarz poradzi sobie w każdych okolicznościach i pod każdą presją. Iwański miał ciężko - ledwo co przyszedł Zagłębia Lubin, do tego nigdy wcześniej w naszej lidze nie było transferu za 600 tys. euro. Ale 27-letni rozgrywający znakomicie się spłacał - był kreatywny, rządził i dzielił w środku, pomagał w obronie, rozgrywał w ataku.

Teraz, choć biega mniej więcej tyle samo i ma podobną liczbę kontaktów z piłką, tak efektywny już nie jest. Zatracił precyzję wykonywania wolnych i rożnych. Poza tym partnerzy nie wykorzystują jego niezłych podań tak często jak jesienią, kiedy miał siedem asyst i strzelił dwa gole. Zakładał nawet opaskę kapitana. Mimo słabszych występów to wciąż pożyteczny zawodnik dla drużyny. Od niego rozpoczyna się większość akcji.

Podobnie jest z Rogerem - gra poniżej możliwości, ale to wciąż zawodnik, który jednym zagraniem potrafi rozstrzygnąć losy meczu. Tak jak w Gliwicach, kiedy świetnie podał do Chinyamy i Legia wygrała 1:0. Roger nie jest błyskotliwy jak kiedyś, nie ma już takiej łatwości w mijaniu rywali, piłka nie słucha go jak kiedyś, ale w Legii wciąż jest nie do zastąpienia. Potrafi uwiarygodnić tę tezę jednym kopnięciem piłki na mecz. Choć zdarzyło się już jesienią, że Jan Urban posadził go na ławce.

Kolejna kwestia środka pola to... rozłożenie akcentów ofensywnych na większą liczbę graczy. Piotr Giza zaczął wreszcie grać w piłkę. Angażuje się w większość akcji, wychodzi do podań. Umie przytrzymać piłkę i jeszcze ją odebrać. Choć gra na prawym skrzydle, prawdziwym skrzydłowym nie jest - nie robi rajdów do linii końcowej, nie dośrodkowuje. Za to schodzi do środka i tam stwarza przewagę, potrafi grać kombinacyjnie, krótkimi podaniami. Efekt - dwa gole i asysta.

Jedynym skrzydłowym Legii w podstawowej jedenastce pozostał więc Maciej Rybus. I on strzelił wiosną dwie bramki i miał asystę - wniosek jest więc taki, że Iwański z Guereirro przestali być jedynymi kreatorami i egzekutorami w zespole Jana Urbana. Może i tracą więcej piłek, ale też - przede wszystkim Iwański, bo jest ustawiony trochę dalej od bramki przeciwnika - więcej odbierają.

Następny problem pomocników Legii to jakość boisk. Po zimowej przerwie większość nie nadaje się do stylu Legii, czyli krótkich podań w środku i prostopadłych zagrań do Chinyamy. Zimą w Warszawie zakupiono specjalną płachtę ochronną, którą przykryto boisko. Efekt był taki, że kiedy na powierzchni było poniżej zera, pod płachtą trawa mogła rosnąć. W trzech wiosennych meczach na Łazienkowskiej Legia strzeliła osiem bramek. Na klepiskach w Białymstoku, Gliwicach czy Gdyni było gorzej.

Ale i fizycznie Legia nie zaczęła rundy najlepiej. Dopiero teraz zaczyna biegać więcej i przede wszystkim szybciej od rywali. Forma nadchodzi na kluczowe chwile rundy.

Piłkarze drugiej linii strzelili wiosną pięć z jedenastu goli drużyny. Środkowy napastnik Takesure Chinyama dołożył cztery, defensorzy dwie. Bramkarz Jan Mucha i blok defensywny plus gra obronna całej drużyny zadbali o stratę ledwie dwóch goli (oba w Białymstoku). W sześciu kolejek Mucha nie wyciągał piłki z siatki.

Efekt jest taki: sześć kolejek przed końcem Legia jest liderem ekstraklasy. Jeśli wygra z Lechem, ŁKS, Wisłą, Polonią Bytom, Śląskiem i Ruchem zdobędzie tytuł mistrza Polski.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów