- Najważniejsze jest teraz odbudowanie psychicznej formy drużyny. Cały czas czekam, aż nasza praca zacznie przynosić efekty - uważa szkoleniowiec z al. Unii. Przed meczem z Arką łodzianie wyjechali na krótkie zgrupowanie, aby odbudować morale zespołu. Bo ŁKS nie wygrał od prawie miesiąca. Nic dziwnego więc, że znalazł się w gronie drużyn zagrożonych degradacją. Nad strefą spadkową ełkaesiacy mają zaledwie cztery punkty przewagi.
Szanse gospodarzy na pokonanie gdynian wzrosłyby, gdyby mógł wystąpić Marcin Adamski. Im jednak bliżej meczu z Arką, tym udział kapitana ŁKS-u stawał się mniej realny. Adamski jeszcze we wtorek liczył, że zdąży się wyleczyć. Wczoraj okazało się, że na boisku pojawi się najwcześniej dopiero w meczu z Lechem Poznań, czyli za tydzień.
Obrona ŁKS-u będzie musiała zagrać w identycznym ustawieniu jak w Białymstoku, gdzie przecież nie spisała się najlepiej. Chyba że szkoleniowiec zdecyduje się przesunąć do rezerwy Nerijusa Radżiusa albo Tadasa Papeckysa, którzy meczu z Jagiellonią nie mogą zaliczyć do udanych. Ich miejsce mogą zająć albo Robert Sierant, albo Dejan Ognjanović.
Skład drugiej linii będzie tradycyjny, choć łódzki szkoleniowiec nie można zapomnieć o Labinocie Halitim, który dał dobrą zmianę w Białymstoku. Jego pojawienie się na środku rozegrania może oznaczać, że na ławce rezerwowych usiądzie Paweł Drumlak. Pozycja Piotra Świerczewskiego i Mladena Kaszczelana jest bowiem niepodważalna, podobnie jak obu skrzydłowych - Wahana Geworgyana i Marcina Smolińskiego.
Dotychczas łodzianie najczęściej grali z jednym napastnikiem, którego w akacjach ofensywnych wspomagał jeden z pomocników. Trener ŁKS-u zastanawia się jednak nad zmianą ustawienia, a wtedy Adama Czerkasa będą wspierać Rafał Kujawa lub Dejan Djenić. Obaj zapewnili zespołowi z al. Unii ostatnie zwycięstwo na swoim stadionie - 4:3 z Cracovią.
Ełkaesiacy zapowiadają wygraną, aby zmazać plamę za dwie ostatnie porażki. Mają też okazję do rewanżu za jesienną porażkę z Arką aż 0:4. Do tego potrzebna jest jednak gra z większym zaangażowaniem niż w niedzielę w Białymstoku. - Wierzę, że właśnie tak zagramy. Motywacja musi być podwójna, bo rywal także walczy o utrzymanie - dodaje Wesołowski.
ŁKS wiosną przegrał u siebie tylko raz, a Arka na wyjeździe zdobyła dwa punkty. Ekipa trenera Czesława Michniewicza zremisowała w Zabrzu z Górnikiem (2:2) i w Poznaniu z Lechem (0:0). Przegrała z Jagiellonią, Piastem Gliwice i Legią Warszawa.
Dla dwójki zawodników gdyńskiego klubu - Michała Łabędzkiego i Marcina Wachowicza - będzie to sentymentalny występ, bowiem pierwszy to wychowanek klubu z al. Unii, a Wachowicz cztery lata temu był podstawowym graczem ŁKS-u.
Spotkanie z Arką rozpocznie się dopiero o godz. 20, ale piłkarze wierzą, że mimo transmisji telewizyjnej, na trybunach pojawi się komplet widzów, którzy głośnym dopingiem będą im pomagać. Kasy przy ul. Bandurskiego i al. Unii. zostaną otwarte o godz. 10, w pozostałych sprzedaż ruszy od godz. 16. Ceny biletów: trybuna 25, galera - 15 zł. Z powodu remontu sieci wodociągowej sektor gości będzie pusty.
Organizatorzy spotkania proszą o pozostawianie samochodów na parkingach wokół obiektu. Liczba miejsc na stadionie jest bowiem mocno ograniczona z powodu budowy hali sportowej.