- Każdy z nas, piłkarzy, powinien się uderzyć w pierś i przyznać, że w piątek w Gliwicach nie zrobiliśmy tego, co do nas należało. Wszyscy, bez wyjątku, zagraliśmy słabo. Przede wszystkim nie zrealizowaliśmy założeń taktycznych. Mieliśmy grać wysokim pressingiem, zdusić rywala, ale nie zrobiliśmy tego - mówi napastnik Górnika.
- Trener Henryk Kasperczak mówił nam, że mamy grać swoje, czyli to, co w poprzednich meczach. A te górne piłki wzięły się stąd, że bramkarz rywali Grzegorz Kasprzik wychodził na dwudziesty metr i kopał piłkę w nasze pole karne. Chcieliśmy szybko odzyskać teren tym samym sposobem. Ja zagrałem słabo, pozostali także i teraz nasza sytuacja już nie jest nawet dramatyczna, tylko niesamowicie trudna. We Wrocławiu musimy zagrać o całą pulę, bo jak nie wygramy najpierw ze Śląskiem, a potem w kolejnych spotkaniach, to spadniemy z ligi - kończy Robert Szczot.