Legia zagrała bardzo dobrą pierwszą godzinę meczu, ale ostatnie pół godziny prawie nie istniała na boisku. Trzy punkty jadą jednak do Warszawy i do niedzielnego meczu Lech - Wisła Legia przewodzi tabeli.Arka w ostatniej kolejce zremisowała w Poznaniu z Lechem. - Będziemy musieli przełamać szczelną defensywę gospodarzy - mówił przed tym meczem trener gości Jan Urban, któremu duże kłopoty sprawiła kontuzja Miroslava Radovicia. Prawego skrzydłowego od tygodnia boli noga i w meczu z Arką na jego pozycji wystąpił Piotr Giza. Drużyna wróciła do ustawienia z defensywnym pomocnikiem, którym był Tomasz Jarzebowski.
Od początku zarysowała się wyraźna przewaga Legii. Goście próbowali grać z pierwszej piłki, wymieniali dużo podań i atakowali zarówno skrzydłami jak i środkiem. Bardzo ambitnie na prawej pomocy grał Piotr Giza, który często schodził do środka i zostawiał miejsce na skrzydle dla Jakuba Rzeźniczaka. Pierwsza bramka powinna paść już w 16. minucie, gdy Maciej Iwaqński szybko zagrał z rzutu wolnego do wybiegającego przed bramkarza Arki Jarzębowskiego. Ten mógł sobie zatrzymać piłkę, ale zdecydował się uderzać od razu głową i piłka wpadła wprost w ręce Norberta Witkowskiego.
Arka kontratakowała rzadko. Prawdziwe boje z obrońcami Legii staczali Marcin Wachowicz i Zbigniew Zakrzewski. Zagrożenia pod bramką Muchy jednak nie było.
Tuż przed przerwą po dośrodkowaniu z prawej strony i wybiciu piłki przez obrońców Arki piłka trafiła to Tomasza Kiełbowicza, który od razu podał górą do Takesure Chinyamy. Napastnik Legii zrobił to co nie udało się Jarzebowskiemu - przelobował bramkarza. Piłkarze Arki utrzymywali, że był spalony, ale telewizyjne powtórki wykluczyły taka mozliwość. Tym który został z tyłu był Michał Łabędzki.
Przez kilkanaście minut drugiej połowy Legia jeszcze utrzymywała swoją przewagę, ale potem coraz bardziej atakowali gospodarze. Świetnie grał Łabędzki, który przede wszystkim wyprowadzał ataki gospodarzy.