- Polonii brakuje ducha zabójcy. W 2000 roku wszyscy bali się przyjechać na Konwiktorską, bo było wiadomo, że nawet jak się uda uszczknąć punkcik, to kosztem wielu siniaków i krwiaków. Tymczasem do dzisiejszej Polonii przyjeżdża się z przyjemnością, na większym luzie - mówił kilka tygodni temu Maciej Szczęsny, który z Polonią zdobywał w 2000 roku mistrzostwo Polski. Trudno się z nim nie zgodzić, bo pod wodzą Jacka Zielińskiego poloniści średnio faulowali 12 razy na mecz, otrzymywali średnio 1,45 żółtej kartki w meczu.
Nowy trener zmusił zespół do bardziej agresywnej walki. Polonia zainkasowała we Wrocławiu siedem żółtych kartek i jedną czerwoną, którą złapał Tomasz Jodłowiec. Piłkarze "Czarnych Koszul" walczyli bardzo zaciekle, czego efektem były aż 22 odgwizdane przewinienia. - Gra na pograniczu faulu wpływa na psychikę przeciwnika. Trenerzy wymagają czasem takiej postawy, by wywalczyć sobie przewagę nad rywalem jeszcze przed meczem - mówi były kolega z drużyny Szczęsnego, Tomasz Wieszczycki.