Piłkarze Lecha: Zagramy ofensywnie » Jako ostatni wychodzi Manuel Arboleda. - Szybciej "Mani", koledzy marzną od pięciu minut - popędza Kolumbijczyka drugi trener Marek Bajor. Franciszka Smudy jeszcze nie ma.
Piłkarze Lecha przez godzinę nie rozstają się z piłkami. Najpierw kilka okrążeń wokół boiska, oczywiście z piłkami przy nogach, potem jest gierka na placu długości 30 m. - Dalej panowie, piłka ręczna, strzały głową - krzyczy Bajor. Zawodnicy podają piłkę rękami, gole mogą zdobywać tylko po uderzeniach piłki głowami. Mimo ostrej gry i częstych starć, atmosfera jest świetna, co chwilę ktoś się śmieje. Sławomir Peszko, jeden z najniższych graczy na boisku, pełni rolę... bramkarza. On się nie śmieje, dziś bowiem, w dniu swoich 24. urodzin z Udinese nie zagra - będzie pauzował za żółte kartki. Gdyby nie ta żółta kartka otrzymana w Rotterdamie, Peszko na pewno znalazłby miejsce w składzie drużyny trenera Smudy - zastąpiłby Roberta Lewandowskiego lub Jakuba Wilka.
W porównaniu z jesiennymi meczami do podstawowej jedenastki "Kolejorza" awansował Bartosz Bosacki. Nie przebił się do niej za to żaden z nowych zawodników i nic nie wskazuje, by Haris Handżić, Gordan Golik i Jasmin Burić mieli dostać szansę od Smudy przed końcem sezonu ligowego. Lech zagra zatem z Udinese bez żadnych wzmocnień.
W trakcie treningu pojawia się trener Smuda - robi kółko wokół boiska, po chwili wraca do szatni. Znów się pojawia, gdy kończy się gierka na małym boisku. Zastanawia się. - Marek, już gotowe? - pyta swojego asystenta. Zaczyna się trening stałych fragmentów gry - kto wie, czy nie kluczowa sprawa. Smuda wie, że Włosi z Udine tracą w lidze wiele goli w ten sposób. Dziś jego piłkarze postarają się to wykorzystać.
Piłkę z narożnika dobrze bije Semir Stilić, trener co chwilę chwali go za mierzone, silne podania. Bramki nie padają, ale - jak się później okazuje - w tym ćwiczeniu akurat nie o to chodzi. - Panowie, pełna koncentracja po wybiciu piłki - krzyczy Smuda. Jego gracze mają natychmiast przerwać akcję rozpoczętą przez bramkarza, gdyż piłkarze Udinese błyskawicznie przeprowadzają kontrataki. Kilka podań i już są pod bramką rywala. A tego Smuda boi się najbardziej. - "Mani", nie masz piłki, to pełne ferrari - krzyczy Smuda do Arboledy i tłumaczy: - Bo tam już jest ferrari Di Natale albo ferrari Sanchez.
Antonio Di Natale i Alexis Sanchez to dwaj bardzo groźni napastnicy włoskiej drużyny. Rafał Murawski, który będzie dziś kapitanem, nazywa ich "bardzo dynamicznymi graczami". Jeśli uda się dzisiaj powstrzymać ich i Fabio Quagliarellę, powinno być dobrze.
Oprócz rzutów rożnych, Lech będzie też liczył na rzuty wolne. Z prawej strony bije je Stilić, z lewej Rafał Murawski. Po wrzutce tego drugiego pada jedna z bramek. O wiele częściej piłka ląduje w siatce, gdy lechici strzelają rzuty karne. I one są ćwiczone. Specjalistami są Hernan Rengifo, Robert Lewandowski, Stilić i Arboleda. Ivan Turina, choć jest specjalistą od obrony "jedenastek", rzadko zatrzymuje piłkę. Dzięki temu piłkarze wciąż są w dobrych humorach. Gdy Arboleda strzela ostatniego karnego, podbiega do pustych trybun, cieszy się, a w tym czasie Rengifo, w stylu południowoamerykańskiego komentatora krzyczy: - Goooooool! Colombia - uno!