- Jeżeli PZPN popełnił błąd, to my na pewno nie będziemy za to płacić - kontruje prezes krakowskiej Wisły Marek Wilczek, który w przeszłości sam był naczelnikiem urzędu skarbowego.
Przypomnijmy: chodzi o dochody z umowy telewizyjnej z Canal Plus w sezonie 2004/2005. Wtedy Polska, jako członek Unii Europejskiej, powinna pobierać od płatników 22-procentowy podatek VAT. PZPN tego podatku nie zapłacił, bo twierdzi, że chodziło tylko o kontynuację wcześniej zawartej umowy, kiedy obowiązywała zerowa stawka podatkowa. Argumentacji tej nie podzieliła Izba Skarbowa, która zażądała zwrotu zaległego podatku: ponad 8,8 mln zł.
Co mają z tym wspólnego kluby? Dużo, bo PZPN umowę zawierał w ich imieniu, a wynegocjowane kwoty za pośrednictwem piłkarskiej centrali zostały przelane na konta ligowców.
Na razie wielkiego problemu nie ma, bo PZPN upiera się, że sprawę na pewno wygra, a wpłacenie żądanej kwoty na konto skarbówki to z jego strony jedynie gest dobrej woli, bo zamierza te pieniądze odzyskać i to powiększone o ustawowe odsetki. Co się jednak stanie, jeżeli PZPN przegra sprawę w instancjach odwoławczych?
- Nie zakładamy takiego scenariusza, ponieważ jesteśmy przekonani, że mamy rację. Ale jeżeli pyta pan o hipotetyczne rozważania, to proszę bardzo: w takiej sytuacji należałoby zwrócić się do klubów o zwrot części pieniędzy. Przecież my wszystko przekazaliśmy klubom. Jeżeli okazałoby się, że przekazaliśmy za dużo, to mamy prawo oczekiwać zwrotu tej nadwyżki - twierdzi wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator.