- Byłbym zadowolony z wygranej 1:0 - mówił kilka dni temu trener wicemistrzów Polski Jan Urban. Po bardzo słabej pierwszej połowie (żaden z zespołów nie oddał ani jednego celnego strzału!) gospodarze mogli mieć jeszcze nadzieję na taki wynik. Ale już po ośmiu minutach drugiej połowy Legia przegrywała 0:1
Pierwszy celny strzał padł w 49. minucie - pomocnik FK Moskwa Iwanov uderzył z 20 metrów w środek bramki Legii. Jan Mucha złapał piłkę bez problemu. Ale w 53. minucie skapitulował - dośrodkowanie z prawej strony przetoczyło się przez całe pole karne Legii, a obrońcy byli za napastnikami gości. Wprowadzony po przerwie Hector Bracamonte piłki nie sięgnął, ale z lewej strony akcję zamykał Edgaras Cesnauskis. Ewidentny błąd obrońców Legii, którzy byli spóźnieni.
- Nie jest to najlepszy mecz w naszym wykonaniu, ale sytuacje stwarzamy. Były dwie czy trzy - szkoda, że ich nie wykorzystaliśmy. Mamy nadzieję, że w drugiej połowie się to zmieni - mówił w przerwie lewy obrońca Legii Tomasz Kiełbowicz. Po 45 minutach w Warszawie było 0:0. Lepszą okazję do zdobycia gola miała jednak Legia.
Była to 41. minuta - Kiełbowicz świetnie dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego, a tam mocno lecącą piłkę głową podbił Roger. Futbolówka musnęła jednak górną część poprzeczki. Inne okazje gospodarzy były dużo mniej groźne - w 19. minucie po dobrym podaniu Miroslava Radovicia Takesure Chinyama źle złożył się do strzału głową i fatalnie spudłował z kilku metrów.
Legioniści byli najgroźniejsi podczas ataków skrzydłami - najpierw próbowali prawym, a w drugiej części pierwszej połowy lewym. Radović oraz Kiełbowicz z Maciejem Rybusem starali się wygrywać pojedynki biegowe z obrońcami FK Moskwa i o ile to im się udaje, to o dobre dośrodkowania po takich akcjach było legionistom trudno.
Goście przez moment kontrolowali środek pola - dłużej utrzymywali się przy piłce, wymieniali po kilka podań, ale bramce Jana Muchy nie zagrażali. Obrońcy Legii byli dobrze ustawieni i reagowali w porę. Przy jednej z interwencji urazu doznał środkowy obrońca gospodarzy Dickson Choto. Piłkarz z Zimbabwe po interwencji lekarzy szybko wrócił na boisko, ale jednak nie dał rady grać na 100 proc. Utykał i już w 18. minucie zszedł z boiska. Zastąpił go Pancze Kumbev. Wydaje się, że to właśnie obecności Choto zabrakło w akcji, kiedy Legia straciła gola.
Po utracie bramki Legia spróbowała zaatakować - w 57. minucie Chinyama strzelał głową, ale trafił w sam środek bramki. Bramkarz FK Moskwa nie miał żadnych problemów. Po chwili lewą nogą z 12 metrów uderzał Roger. Znów w środek bramki. 62. minuta, Sebastian Szałachowski, środek bramki.
Po próbach Legii, goście wyprowadzili kontrę. Aleksander Samiedow w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił po ziemi. FK Moskwa prowadziło 2:0, ale nie trwało to długo. Błąd obrońcy gości wykorzystał Maciej Iwański, który pobiegł z piłką do linii końcowej, wymanewrował rywala i podał po ziemi na 11. metr do Rogera. Brazylijczyk pewnie strzelił do bramki.
W ostatnich 20 minutach legioniści przyspieszyli, próbowali stworzyć sytuację do wyrównania, ale takich akcji nie potrafili wykonać. Gra stała się ostra, zaczęły się faule, także złośliwe. W 83. minucie nie wytrzymał Radović, który po faulu Cesnauskisa, odepchnął Litwina. Obaj zawodnicy dostali po żółtej kartce.
W 90. minucie do siatki głową trafił Roger, ale Brazylijczyk był na minimalnym spalonym.
Drugi reprezentant Polski w Pucharze UEFA, Lech Poznań, o 20.30 zagra ze szwajcarskim Grasshopper Zurych. Transmisja w TVP 2 od 20.30.
Legia Warszawa - FK Moskwa 1:2 (0:0): Roger (65.) - Cesnauskis (53.), Samiedow (63.). Legia: Mucha - Rzeźniczak, Szala, Choto (18. Kumbev Ż), Kiełbowicz - Radović Ż, Vuković, Iwański, Roger, Rybus (46. Szałachowski) - Chinyama (66. Giza). FK Moskwa: Zawnow - Jop, Godunok Ż, Bystrow, Riebko (59. Samiedow) - Ciżek (85. Epureanu), Nababkin, Kaleszyn Ż, Ivanow Ż- Cesnauskis Ż, Stavpets (46. Bracamonte)