21-letni obrońca został najpierw wypożyczony, a później wykupiony z Lecha Poznań. W lidze grał niewiele, bo przez półtora sezonu wystąpił tylko w dziewięciu spotkaniach ligowych GKS, ale był kapitanem młodzieżowej reprezentacji Polski. W tym tygodniu niespodziewanie pojechał jednak do Gdyni i zaczął treningi z Arką. Jej trenerem jest Czesław Michniewicz, który zna Marciniaka z Poznania.
Okazało się jednak, że będzie musiał wrócić do Bełchatowa. - Nie chcemy go ani sprzedać, ani wypożyczyć. Trenerzy uznali, że jest nam potrzebny. Wysłaliśmy już pismo, by w przyszłym tygodniu wrócił do naszego klubu - twierdzi Andrzej Zalejski, prezes zarządu PGE GKS.
Dlaczego więc Marciniak pojechał na testy do Gdyni? W klubie tłumaczą, że zaszło nieporozumienie. Zawodnik nie mieścił się w podstawowym składzie, dlatego postanowił poszukać sobie nowego zespołu. Kiedy jednak w GKS zorientowano się, że mogą być kłopoty z obrońcami - Stolarczyk w tym roku już nie zagra, Fonfara jest w trakcie rehabilitacji, postanowiono zablokować transfer Marciniaka, który już wrócił do Bełchatowa.
W piątek wieczorem PGE GKS zagrał w Krakowie z Wisłą. Szkoleniowcy mistrza Polski dali odpocząć podstawowym zawodnikom, którzy w środę zmierzyli się z Beitarem Jerozolima. Bełchatowianie mieli przewagę, mieli jednak problemy ze skutecznością. Poza tym słabiej spisywali się obrońcy, a drugi gol dla Wisły był podarunkiem od Krzysztofa Kozika, który po strzale wypuścił piłkę z rąk. - Popełnialiśmy proste błędy przy straconych bramkach - mówił Paweł Janas.