Przed meczem Widzewa z Górnikiem swój mecz w ostatniej tegorocznej kolejce ekstraklasy rozegrali piłkarze Ruchu Chorzów i Korony
Kielce. Lepsi byli chorzowianie, wygrali aż 4:1. Dla widzewiaków to wynik o tyle ważny, że wiedzieli już, iż wygrana z Górnikiem da im siódme miejsce na koniec rozgrywek.
Swój cel łodzianie zaczęli realizować bardzo szybko. W 9. min Mindaugas Panka zagrał prostopadle do Przemysława Oziębały, który ścigał się o piłkę z Michałem Pazdanem i bramkarzem Górnika Łukaszem Skorupskim. Wyścig wygrał ten drugi. Pazdan wślizgiem wybił piłkę spod nóg napastnika Widzewa, ale zrobił to tak niefortunnie, że zagrał do nabiegającego Adriana Budki. Pomocnik Widzewa nie miał problemów ze zdobyciem gola, bo w bramce nie było wtedy Skorupskiego.
Szansę na wyrównanie goście mieli już kilka minut później. Sam z piłką przed Maciejem Mielcarzem mógł być Pejuce Nakoulma, ale napastnik Górnika nie zdołał jej przyjąć i skończyło się na strachu dla widzewiaków.
Niedługo potem pięknym strzałem popisał się Daniel Gołębiewski, ale minimalnie chybił.
Od tego momentu zdecydowanie lepiej zaczęli grać widzewiacy. W 26. min - po bardzo ładnej akcji zespołowej - głową strzelał Hachem Abbes, ale Tunezyjczyk nie trafił czysto w piłkę i ta minęła bramkę. Chwilę później gospodarze popisali się piękną kontrą. Piękne było prostopadłe zagranie Bruno Pinheiro, które otworzyło drogę do bramki Oziębale, i piękne było wykończenie akcji. Napastnik Widzewa huknął jak z armaty i bramkarz Górnika nie miał żadnych szans. To trzeci gol Oziębały w tym sezonie.
Czwarty mógł - i powinien - paść niedługo potem, bo po znakomitym podaniu Budki Oziębałą znów był sam przed Skorupskim. Decyzję podjął dobrą - strzelił mocno w biegu, ale wykonanie było złe - uderzył bowiem niecelnie.
W pierwszej połowie godny odnotowania był jeszcze strzał Nakoulmy, który jednak obronił Mielcarz, oraz sytuacja w polu karnym Górnika, w której w starciu z dwoma obrońcami gości upadł Oziębała. Piłkarze i kibice Widzewa domagali się rzutu karnego, ale gwizdek sędziego milczał.
Drugą połowę lepiej zaczęli zabrzanie, bo łodzianie, zadowoleni z prowadzenia, nie forsowali tempa. Na bramkę Mielcarza strzelali m.in. Mariusz Magiera, Adam Marciniak oraz Gołębiewski, ale każdy z nich pudłował. Przewaga Górnika jednak rosła z każdą minutą i pewnie dlatego trener Radosław Mroczkowski szybko zarządził zmiany. Na boisko weszli Princewell Okachi i Mariusz Stępiński. Pomogło, bo niebezpieczeństwo oddaliło się od bramki Widzewa.
Zabrzanie nie byli już w stanie nic zrobić i szóste zwycięstwo łódzkiej drużyny stało się faktem.