Podbeskidzie - GKS 1:0. Górale wyrównali rachunki z PGE GKS-em Bełchatów

derdzik
2011-12-09, ostatnia aktualizacja 2011-12-10 06:10

Piłkarze z Bełchatowa przegrali w Bielsku-Białej 0:1 i zimę spędzą w nie najlepszych humorach w dolnej części tabeli ekstraklasy.

Podbeskidzie - PGE GKS Bełchatów 1:0
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Podbeskidzie - PGE GKS Bełchatów 1:0
Mecze Podbeskidzia z PGE GKS-em Bełchatów trudno zakwalifikować do grupy hitów w lidze, ale akurat ten zapowiadał się dosyć ciekawie. Wszystko za sprawą pierwszego spotkania między tymi drużynami w tym sezonie. W drugiej kolejce bełchatowianie wręcz rozstrzelali na swoim stadionie rywali. Wygrali z beniaminkiem aż 6:0, a bohaterami meczu zostali strzelec trzech goli Jacek Popek oraz autor czterech asyst Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski dośrodkowywał wtedy w pole karne Podbeskidzia niczym David Beckham.

Piłkarze z Bielska-Białej na rewanż nie musieli długo czekać, bo los przydzielił im bełchatowian w 1/16 finału Pucharu Polski. Na swoim stadionie wygrali wtedy 3:0 i część rachunków wyrównali. Do pełni szczęścia brakowało udanego rewanżu w lidze...

Przez pierwsze trzy kwadranse kibice (i to obu drużyn) ani razu nie mieli jednak powodów do radości. Mecz był bowiem nudny, a pod obiema bramkami niewiele się działo. Wystarczy wspomnieć, że gospodarze oddali tylko jeden celny strzał, a goście ani jednego. To jednak bełchatowianie byli bliżej zdobycia gola, ale Szymon Sawala trafił z bliska w słupek. - Bardzo żałuję tej sytuacji, bo naprawdę było blisko - żałował później piłkarz.

W pierwszej połowie były za to dwie sytuacje kontrowersyjne. Najpierw po strzale Marcina Żewłakowa piłka trafiła w rękę Bartłomieja Koniecznego, ale sędzia Daniel Stefański nie podyktował rzutu karnego. Gwizdek arbitra z Bydgoszczy milczał także w 39. minucie, kiedy w polu karnym gości upadł Sebastian Ziajka. Sędzia uznał jednak, że Maciej Szmatiuk nie faulował.

Pierwsza połowa służyła chyba piłkarzom obu drużyn do rozgrzewki, bo grać na serio zaczęli po przerwie. Pierwsi do ataku ruszyli gospodarze i najpierw na bramkę strzelał Ziajka, a po nim Sylwester Patejuk. W obu przypadkach bronił jednak Łukasz Sapela.

Za to Richard Zajac był lepszy od Kosowskiego, który w 56. minucie uderzył bardzo mocno zza pola karnego.

Gol padł chwilę później. Piękną akcją przed polem karnym popisał się Ziajka (minął Zlatko Tanevskiego i Szmatiuka) i jeszcze piękniejszym strzałem pokonał bramkarza PGE GKS-u.

Trener Kamil Kiereś zareagował stosunkowo szybko - wprowadził na boisko Pawła Buzałę, Dawida Nowaka i Grzegorza Kuświaka, a więc trzech napastników, ale na niewiele się to zdało.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos