Mateusz Bartczak: Zagłębie nie spadnie z ligi

Rozmawiał Grzegorz Szczepaniak
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-07-21 14:05

- Walka o utrzymanie wyzwala niesamowitą determinację wszystkich zespołów, które rywalizują w tej batalii. Ostatnia kolejka zaskoczyła wynikami i myślę, że nie tylko nas - podkreśla Mateusz Bartczak, pomocnik Zagłębia Lubin.

Mateusz Bartczak
Fot. Paweł Kozioł / AG
Mateusz Bartczak
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z Mateuszem Bartczakiem, pomocnikiem KGHM Zagłębie Lubin.

Grzegorz Szczepaniak: W meczu z Piastem Gliwice nie zagrał Pan i padł rozczarowujący remis. W Chorzowie Mateusz Bartczak wystąpił i są trzy punkty. Bez Pana drużyna sobie nie poradzi?

Mateusz Bartczak (pomocnik Zagłębia): - To przesada, jestem jednym z wielu piłkarzy. Nie sądzę, aby trener zaczynał budowanie składu ode mnie. Nasza siła tkwi raczej w kolektywie. Zresztą obydwa te mecz zagraliśmy tak, jak końcówkę rundy jesiennej, czyli nieźle.

Przed inauguracją rundy wiosennej wszyscy martwili się, że jest Pan chory i nie zagra. Słusznie, bo w środku pola przewagi Zagłębie nie miało. W Chorzowie zagraliście inaczej, dojrzalej. Także w pomocy, gdzie Pan rządził.

- Nie jestem młodzieżowcem, trochę już w piłkę gram i mogę dać zespołowi nieco dojrzałości. Myślę jednak, że w meczu z Piastem wcale nie zagraliśmy źle. Brakowało skuteczności, ale nasza gra była poukładana. W Chorzowie przecież to nie był inny zespół niż tydzień wcześniej. Zagraliśmy spokojniej, zwłaszcza z tyłu. Wówczas i w ofensywie można sobie na więcej pozwolić.

Rzeczywiście czujecie się pewniej po dojściu do obrony Reiny? Mecz z Piastem był w jego wykonaniu przeciętny.

- Poczekajmy troszkę z tymi ocenami. Reina w duecie ze Stasiakiem dają nam poczucie spokoju. Tak było w trakcie sparingów, tak będzie i w lidze. To prawda, że Reina z Isailoviciem trochę "nabroili" w meczu z Piastem, ale to był raczej efekt debiutanckiej tremy. Z pewnością w tyłach jest teraz spokojniej, a to daje olbrzymi komfort, jeśli idzie o akcje ofensywne.

Pan woli jednak grać defensywnie, rozbić atak przeciwnika,. U Bajora ma Pan też sporo zadań ofensywnych. Ta nowa rola Panu odpowiada?

- Rzeczywiście, zazwyczaj grałem jako defensywny pomocnik. To było moje miejsce na boisku i takie były stawiane mi zadania. Nie stronię jednak od wypadów do przodu, a teraz, kiedy defensywa gra pewniej, udziału w akcjach ofensywnych się nie boję. Lubię strzelić, jak jest okazja, rzucić jakąś prostopadłą piłkę, zrobić przewagę pod bramką rywali. I rzeczywiście, mam teraz takich zadań sporo, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, jest wręcz przeciwnie.

W Chorzowie zdobyliście trzy punkty, ale na dłużej straciliście Pawłowskiego. To duża strata?

- Bardzo duża, bo Szymek to motor napędowy naszych ofensywnych poczynań. Cóż, nie ma wyjścia, trzeba będzie sobie bez niego poradzić, ale nie będzie źle. Wojtek Kędziora wraca po kontuzji i aż pali się do gry.

Co Pan powie o "młodych wilczkach" Zagłębia? Błąd gra, ale chyba tylko dlatego, że nie udało się nikogo pozyskać do środka pola. Są Bryłka i Woźniak. To melodia dalszej czy bliższej przyszłości?

- Myślę, że największym problemem Adriana Błąda jest całe zamieszanie wokół niego. Chyba jest w małym szoku, że gra, a trener tak bardzo na niego postawił. Widzę, jak bardzo się stara, jak mu zależy. Adrian to dobry piłkarz. Patryk Bryłka i Arek Woźniak nie są gorsi. Nie przez przypadek są w kadrze naszego zespołu.

Sporo zamieszania jest też wokół trenera Bajora. Wy otwarcie się za nim opowiedzieliście. Rzeczywiście tak dobrze się Wam z nim pracuje?

- Tak, współpraca jest naprawdę dobra. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że trener jest na początku swojej kariery szkoleniowca, ale tymi problemami licencyjnymi się nie zajmujemy, to nie nasza sprawa.

Po zwycięstwie w Chorzowie mieliście prawo liczyć na mały oddech i zdobycie choćby niewielkiej przewagi nad rywalami. Nic z tego.

- Wyniki ostatniej kolejki pokazały, że walka o utrzymanie będzie trwała do ostatniej kolejki. Trudno będzie "urwać się" rywalom i szybciej rozstrzygnąć sprawę pozostania w lidze. Po prostu walka o byt wyzwala niesamowitą determinację wszystkich zespołów, które biorą udział w tej batalii. Ostatnia kolejka zaskoczyła wynikami i myślę, że nie tylko nas. Dobrze, że wygraliśmy, bo chociaż nie uciekliśmy rywalom, to także nie straciliśmy dystansu.

Do końca sezonu pozostało już tylko 11 kolejek. Niewiele grania, nie ma miejsca na żadne błędy, straty.

- To prawda, ale jestem optymistą. Na pewno nie jesteśmy też najsłabsi w lidze, mamy naprawdę korzystny układ gier i mocno wierzę w pozostanie w lidze. Nie pozostaje nic innego, jak wygrywać kolejne mecze. Dlatego do Gdyni jedziemy po kolejne trzy punkty.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy