17 lut, 12:41

Arkadiusz Malarz: jestem pierwszy w szatni

- Bramkarzem jestem dzięki tacie. To on zawoził mnie do szkoły, na treningi, pokazywał mi ten świat. Zawsze we mnie wierzył, czy jak przychodziłem do Legii, czy w przeszłości w Grecji - powiedział Izabeli Koprowiak z "Przeglądu Sportowego" Arkadiusz Malarz.

Udostępnij
17
Skomentuj
Foto: Damian Kujawa / Newspix Arkadiusz Malarz

Bliźniak – człowiek o dwóch twarzach. Jakich?

- Jedna to człowieka bardzo zamkniętego. Kiedy coś nie idzie po mojej myśli, staję się milczkiem. Szybko się denerwuje, otoczenie mnie drażni. Wiem, że dla bliskich może to być trudne, ale tak jestem skonstruowany, że się wyłączam.

Może i jest pan milczkiem, ale kiedy miarka się przebierze, nie oszczędza pan w słowach. Pokazał pan to choćby w sierpniu ubiegłego roku, po spotkaniu z Górnikiem Łęczna, kiedy wyszedł przed kamery w Lublinie i bardzo ostro wypowiedział się o swoim zespole.

- Nie planowałem tego, ale po meczu z każdą sekundą wzbierała moja złość. Wszystko się nawarstwiało i kiedy stanąłem przed kamerą, nerwy mi puściły. Byłem wściekły, bo porażka z Górnikiem nie była przypadkowa. Zasłużyliśmy na nią i to było najgorsze. Taki jestem, mówię w oczy najgorszą prawdę.

Czyli jedna twarz to milczka, a druga?

- Dobre serducho, trochę ciepłe kluchy. Człowiek, który potrafi zapłakać na filmie.

Na jakim?

- Jest tylko jeden: „Zielona mila”. Nie ma dla mnie nic gorszego, niż zbrodnia na dzieciach. Scena z bestialsko zamordowanymi dziewczynkami jest dla mnie nie do ogarnięcia. Taki mam charakter, łatwo się wzruszam. Śmieję się, że jestem stary, a głupi. Ale zdecydowanie tę twarz lubię bardziej. I odkąd są dzieciaczki, rzadziej pokazuję pierwsze oblicze. Siedzę zły, a kiedy one przyjdą, przytulą się i powiedzą: „Tato kochamy cię”, wtedy wszystko mija. Pozwalają mi zapomnieć. Kiedy nie było ich na świecie, miałem dużo czasu, rozmyślałem. Niepotrzebnie. Po ich pojawieniu w 2012 roku w naszym życiu, wiele się zmieniło. Doskonale pamiętam tamten dzień. Daria miała cesarskie ciecie, więc nie było mnie z nią na sali. Stałem pod drzwiami, nasłuchiwałem. Najpierw usłyszałem krzyk Iwo, ale po nim nastała cisza. Miałem wrażenie, że trwała całą wieczność. Kiedy w końcu odezwał się Bruśko, poczułem ogromną ulgę. Po chwili na korytarz wyjechała położna z dwójką moich synów, oddała mi ich i poszła. Nagle zostałem z nimi sam, a oni tacy malutcy, że mógłbym ich schować w dłoni. Popatrzyłem, delikatnie pocałowałem w rączki. Powiedziałem: „Cześć moje skarby”. Kiedy przewozili Darię, puściła mi oczko. Była niesamowicie zmęczona, ale szczęśliwa. Widziałem ból na jej twarzy, kiedy przyssali się do jej piersi, ale też wielką radość. To był niesamowity dzień, najważniejszy.

Rosną panu w domu dwaj piłkarze?

- Bruśko ma klapki na oczach, dla niego liczy się tylko piłka. Za to Iwunio, starszy, lubi budować, malować, ale też pokopać. W sierpniu skończą pięć lat. Dzieci w ich wieku oglądają bajki, a oni skróty meczów, od stóp do głów ubrane w legijny strój siedzą przed telewizorem i śledzą wszystkie mecze ekstraklasy, niezależnie czy gra tata, czy to akurat spotkanie Wisły Płock. Znają wszystkich zawodników Legii. Kiedy po meczu mamy rozruch, trener Magiera pozwala mi ich zabrać na trening. Jedzą z piłkarzami śniadanie, przybijają z nimi piątki. Wcześniej upatrzyli sobie Nikolicia, który całował ich po główkach, drugim ich ulubieńcem jest Michał Pazdan, trzecim mój „cyganek” Guilherme.

Fantasy Ekstraklasa - wejdź do gry!

Nowa edycja Fantasy Ekstraklasy już ruszyła! Wejdź do gry i powalcz o cenne nagrody!

Po przyjściu do Legii pewnie często pokazywał pan pierwsze oblicze, bo początki nie były łatwe. Ile osób wierzyło, że przychodzi pan na Łazienkowską w roli innej niż wiecznego rezerwowego?

- Mam wrażenie, że wszyscy tak myśleli.

Pan również?

- Nie, ja wiedziałem, po co tu przychodzę, że prędzej czy później dostanę szansę. A to czy ją wykorzystam, była inna sprawa. Na początku skomplikowałem sobie sytuację czerwoną kartką, którą dostałem w Poznaniu...

Został pan wyrzucony z boiska w 62 minucie, za zagranie piłki ręką poza polem karnym. Przegraliście z Lechem 1:2.

- Po tej sytuacji zostałem zaszufladkowany. Wszyscy dostawali od trenera Berga szansę gry w Pucharze Polski, ja nie. Bardzo to przeżyłem. Byłem na siebie wściekły. I smutny. Ułamek sekundy, zła decyzja. Ale zacisnąłem zęby, przetrwałem. Pokazałem, że jestem silny, że się nie boję. Życie mi odpłaciło.

To był najtrudniejszy moment w Legii?

- Już przyjście na Łazienkowską było trudne, bo nie brakowało życzliwych osób, które twierdziły, że Michał Żewłakow ściągnął sobie do klubu kolegę. Nikt nie patrzył na to, jak broniłem w Bełchatowie, że po prostu sobie na to zapracowałem. To były irracjonalne opinie, bo kto wykłada pół miliona złotych, by mieć się z kim kawy napić? A jednak takie słowa bolały. Musiałem być bardzo cierpliwy.

Wpłynęło to na wasze relacje z Michałem?

- Nigdy nie będę wypierał się przyjaciół. Znamy się od kilkunastu lat, więc nie wyobrażam sobie, bym miał ukrywać naszą przyjaźń. Takie zdania uderzały w nas obu, chociaż to on miał więcej do stracenia. Gdybym się nie sprawdził, każdy miałby do niego pretensje, że Legia wyrzuciła pieniądze w błoto. Byłem więc pod podwójną presją. Ale Michał zawsze we mnie wierzył, nie bał się ryzyka.

Kiedy poczuł się pan pewnie w bramce Legii?

- Po meczu z Lechem w marcu 2016 roku, kiedy prowadził nas już trener Stanisław Czerczesow. Wygraliśmy 2:0, miałem jedną trudną interwencję, kiedy wyciągnąłem piłkę zza pleców, po strzale Maćka Gajosa. Byłem w tym meczu tak skoncentrowany, że niewiele pamiętałem. Po tym występie poczułem się jak zwycięzca. Trener był dla mnie bardzo ważną postacią. Po odejściu Dusana Kuciaka ani na chwilę nie przestał wierzyć, że dam radę, bez oporów na mnie postawił. Do dziś, po każdym wygranym spotkaniu, otrzymuję od niego esemesa z gratulacjami. Niedawno dostał ode mnie koszulkę. To ewenement, że trener reprezentacji Rosji interesuje się swoim byłym piłkarzem.

Czerczesowowi zawdzięcza pan wiele, ale komu najwięcej?

- Bramkarzem jestem dzięki tacie. To on zawoził mnie do szkoły, na treningi, pokazywał mi ten świat. Zawsze we mnie wierzył, czy jak przychodziłem do Legii, czy w przeszłości w Grecji. Teraz rzadko bywa na meczach, ogląda je raczej w telewizji. W dużej mierze ze względu na stan zdrowia, chorował... Jego problemy z sercem rozpoczęły się kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze grałem w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Nigdy w życiu tak się nie bałem, jak wtedy, kiedy miał zawał. Mieliśmy dzień wolny, wieczorem wracałem do domu od rodziców, którzy mieszkają w Pułtusku. Nie zdążyłem przejechać 20 kilometrów. Zadzwoniła mama. „Tatę zabrała karetka” – usłyszałem. Zawróciłem, wpadłem do szpitala, już go tam nie było, przewozili go do Warszawy. Nie pamiętam, jak mi ta droga minęła, byłem cały zapłakany. Na szczęście Bozia czuwała, wyszedł z tego. Ma problemy z sercem, ale najważniejsze, że żyje. Wtedy bardzo się bałem, że stracę tatę. Człowieka, któremu tak wiele zawdzięczam.

O ile mógł pan wierzyć, że wskoczy do bramki Legii, o tyle trudno było nawet marzyć, że zostanie pan wybrany do najlepszej jedenastki 6. kolejki Ligi Mistrzów.

- Nikt się takich rzeczy nie spodziewa, nie miałem poczucia, że rozegrałem ze Sportingiem jakieś wyjątkowe spotkanie. Kiedy się dowiedziałem, że znalazłem się w tym zestawieniu, przede wszystkim poczułem dumę. Że jestem w tym składzie, że ktoś mnie docenił. Cały czas powtarzam, Liga Mistrzów tak mnie nakręciła, że naprawdę czuję się coraz młodszy. I wciąż się uczę. U trenera Krzysztofa Dowhania poprawiłem grę na linii, przesuwanie, współpracę z obrońcami, szybkość, skoczność. Kiedyś dopytywałem mojego przyjaciela Marcina Żewłakowa, dlaczego tak szybko skończył grać. „Nie było już we mnie radości. Musiałem się zmuszać, by wyjść na boisko, nie czerpałem z tego przyjemności, więc dałem sobie spokój – tłumaczył. Ja mam odwrotnie. Jestem bardzo wierzący i ufam, że to wszystko tak zostało zaplanowane przez Pana Boga.

I właśnie dlatego przed każdym meczem idzie pan do kościoła?

- Przy Legii jest kościół, przed każdym spotkaniem, zanim dojadę na stadion, wstępuję na małą pogawędkę z Panem Bogiem. Rozmawiam, by przekazał mi dobrą energię. Kiedy zaczynałem grać w piłkę, wiara nie była dla mnie tak ważna, za granicą miałem daleko do kościoła, dlatego bywałem w nim tylko na początku tygodnia. Teraz wstępuję przed każdym spotkaniem.

Wierzył pan w to, że wszystko jest przez Boga ustalone, kiedy w 2006 roku jechał podpisać kontrakt z Xanthi? Wyjeżdżał pan z Polski jako bramkarz kojarzony wciąż z kuriozalnym błędem w meczu Amiki z Groclinem,kiedy przy trzeciej bramce piłka przeleciała panu między nogami.

- Najpierw miałem podpisać umowę w Atenach, następnego dnia dołączyć do drużyny Xanthi. Kiedy wróciłem ze spotkania z prezesem klubu, popłakałem się w łazience, mówiąc: „Boże, proszę pomóż mi, bo nie wiem, gdzie jestem”. Bałem się. Wysłuchał mnie. Tak mi pomógł, że po roku zostałem wybrany najlepszym bramkarzem w Grecji. Myślę, że niektórym w Polsce opadły szczeny. Czułem wielką satysfakcję. Zapracowałem na to. Wyjeżdżałem z Polski nie znając ani greckiego, ani angielskiego. Ale byłem tak zawzięty, że uczyłem się jednocześnie obu języków. Nie chciałem być dłużej jak ściana, z którą nie da się pogadać, pośmiać. Na początku przebierałem się w szatni bez słowa, szedłem na trening, wracałem do domu, dzwoniłem do Polski. Męczyłem się, tak bardzo chciałem zacząć z nimi normalnie rozmawiać. I szybko mi się to udało. Po siedmiu miesiącach udzieliłem w telewizji pierwszego wywiadu po grecku. Byłem z siebie dumny.

Na niektóre wydarzenia w Grecji nie miał pan jednak wpływu.

- Czułem ogromny smutek, żal, kiedy po raz pierwszy odchodziłem z Panathinaikosu. Po pierwszym sezonie zespół objął Ten Cate. Nawet nie widział, jak radzę sobie na treningu, od razu mnie skasował. Może miał coś do Polaków? A może, jak sam później przyznał, nie podobała mu się moja fryzura, bo nosiłem wtedy irokeza? Było mi ogromnie żal, bo bardzo dobrze się tam czułem. Ale nie miałem wyjścia, poszedłem na wypożyczenie do OFI Kreta. Tam rozegrałem wszystkie spotkania, wróciłem, obciąłem nawet włosy na łyso, by się przypodobać, ale dostałem szansę tylko w jednym sparingu. Nic nie dało. Zgłosiła się Larissa, odszedłem na stałe. Czułem wielki żal, że nie udało mi się pozostać w Panathinaikosie.

Mówi pan, że dziś na boisku odmłodniał. W metryce: 36 lat. A czuje się pan na ile?

- Na 28. Mam w sobie trochę gówniarstwa, świeżości, zapał do pracy. Ktoś może myśleć: pieprzy głupoty. Ale ja naprawdę nie czuję się na swoje lata. Rano zaprowadzam synków do przedszkola, biegnę na trening. Jestem pierwszy w szatni i tak bardzo się cieszę, że wciąż mogę robić to, co kocham. Wypijam siedem kaw dziennie, śmieją się ze mnie, że padnę na serce, ale to przyzwyczajenie z Grecji. Czasem sięgnę po fajki, z tym nie da się skończyć, na szczęście nie przeszkadzają. Cieszę się jak dziecko, że jestem w Legii. Czuję się młody na boisku, tyle że w grze stałem się dojrzalszy. Dziś wiem, że w życiu nie ma sensu się bać.

Rozmawiała: Izabela Koprowiak

Za: "Przegląd Sportowy"

Udostępnij
17
Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 
No photo


Wpisz, jak chcesz się przedstawić

Komentarze (118)

No photo
No photo ~NIKI Użytkownik anonimowy
~NIKI :
No photo ~NIKI Użytkownik anonimowy
Super sportowiec , super człowiek-takich ludzi należy podziwiać , szanować a nawet uczyć się od nich życia i pokory..
Panie Arku tak trzymać!!! Jest pan wspaniałym człowiekiem, myślę że dla wielu nawet jako wzór . Sam jestem w pana wieku i mam dwóch synków 4,6 lat ,(jeden mówi ,że jest Malarzem i stoi w drzwiach pokoju, a drugi Lewym,Kubą lub Milikiem i wykonuje rzuty wolne)
Tak trzymać niech się pan nigdy nie zmienia.
Życzę wszystkiego co najlepsze .
17 lut 17:10 | ocena: 64%
Liczba głosów:11
64%
36%
| odpowiedzi: 3
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Magda Użytkownik anonimowy
~Magda :
No photo ~Magda Użytkownik anonimowy
znam Arka .. jeszcze z czasów szkoły.. a myślę ,że ludzie bardzo się nie zmieniają i mogę śmiało potwierdzić ,że to dobry chłopak i wrażliwy. Poza tym był sympatyczny i nigdy nie był złośliwy. Cieszę się ,że robi to co lubi, bo zawsze piłka była jego pasją . Pozdrawiam Arka i życzę powodzenia.
17 lut 14:34 | ocena: 78%
Liczba głosów:59
78%
22%
| odpowiedzi: 3
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Ryszard z Bydgoszczy Użytkownik anonimowy
~Ryszard z Bydgoszczy :
No photo ~Ryszard z Bydgoszczy Użytkownik anonimowy
Panie Arku,jestem pod wrazeniem pana wywiadu,był pan kochany przez rodziców,wzorcem jest pana tata,to samo daje pan swym dzieciom,pana zycie jest lustrzanym odbiciem mojego teraz moj syn prowadza swego syna na treningi jezdzi na mecze-pozdrawiam
17 lut 14:53 | ocena: 86%
Liczba głosów:56
86%
14%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~hilary Użytkownik anonimowy
~hilary :
No photo ~hilary Użytkownik anonimowy
Od tego czy była bramka czy nie decyduje sędzia więc nie czepiajcie się Malarza a jak jest nawiedzony też jego sprawa, nie odprawia modłów na środku boiska ma 36 lat jest fizycznie sprawny więc o co wy tak go besztacie? ma rodzinę i życzę mu wszystkiego dobrego tego mu życzy nawet nie warszawiak ale poznaniak.
17 lut 15:28 | ocena: 75%
Liczba głosów:16
75%
25%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Tyle w temacie Użytkownik anonimowy
~Tyle w temacie
No photo ~Tyle w temacie Użytkownik anonimowy
do ~puk:
No photo ~puk Użytkownik anonimowy
17 lut 14:00 użytkownik ~puk napisał
"Przy Legii jest kościół, przed każdym spotkaniem, zanim dojadę na stadion, wstępuję na małą pogawędkę z Panem Bogiem." I Pan B. kazał mu oszukać, że piłka nie przeszła linii bramkowej.
Przy tobie jest za to ateistyczna paranoja, która uniemożliwia obiektywną ocenę. Zapamiętaj sobie więc podstawową zasadę, że jeśli sędzia ma wątpliwości co do strzelonej bramki - to jego obowiązkiem jest bramki nie uznać. Wie to każdy, kto ma jakieś pojęcie o piłce nożnej, a nie siedzi tylko na forum Onet i "szuka" katolików, żeby sobie potrollować. Ty zaś nie jesteś Panem Bogiem, który miał oczy na linii bramkowej i wszystko widział dokładnie, nie Ty jesteś też sędzią moralności. Nie masz prawa osądzać uczciwości Malarza. Jeszcze w życiu nie widziałem piłkarza, który leci do sędziego i krzyczy: "Proszę uznać gol dla przeciwnika, pan się pomylił!". Wyleciałby z drużyny - i słusznie, bo błędy sędziowskie są wliczone w specyfikę tego sportu. Nie spytałeś nawet, czy sędzia nie był katolikiem - wtedy byłoby "jasne", że działał w zmowie :). Następnie radzę już tylko wizytę u psychiatry.

P.S. Malarz mógł nie widzieć dokładnie czy piłka przekroczyła, czy nie linię, bo leżał na piłce, a tu decydują dosłownie milimetry, a nie tylko centymetry. Żądanie, żeby w tej sytuacji krzyczał: "Gol" - jest chyba przejawem urazu czaszki.
17 lut 15:44 | ocena: 54%
Liczba głosów:13
46%
54%
| odpowiedzi: 1
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~normalny Użytkownik anonimowy
~normalny
No photo ~normalny Użytkownik anonimowy
do ~zal:
No photo ~zal Użytkownik anonimowy
17 lut 17:52 użytkownik ~zal napisał
ja tez nie, nawet mi to przez mysl nie przeszlo, biadolenie chlopczykow do usprawiedliwiania sie, ze kazdy, moze tez kazdy prawdziwy facet musi raz popuscic kupe w majty, bo autorowi sie tak zdarzylo..?
Skoro szklenie oka kojarzy Ci się z popuszczaniem w majty, to jedynie mogę współczuć Twojego porównania, pewnie znanego Ci z autopsji...? Z drugiej strony mogę Ci zazdrościć, że nigdy nie płakałeś-bo to świadczy o tym, że nigdy nie byłeś świadkiem/ofiarą jakiejkolwiek tragedii, które dzieją się każdego dnia (ewentualnie masz w sobie tyle empatii co przysłowiowy mur-zynski bęben). Nie płacz świadczy o sile mężczyzny, ale to co jest w stanie zrobić i jak komuś pomóc, mając łzy w oczach. Obyś nigdy nie musiał się o tym przekonać, zdrowia i szczęścia życzę.
17 lut 19:07 | ocena: 60%
Liczba głosów:5
60%
40%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Dziki Bill Użytkownik anonimowy
~Dziki Bill :
No photo ~Dziki Bill Użytkownik anonimowy
Spoko, też płakałem jak Percy rozdeptał Delowi Mr.jingles`a.Każdy normalny facet w którymś momencie tego filmu się ,,zaszklił" .
17 lut 13:24 | ocena: 84%
Liczba głosów:49
84%
16%
| odpowiedzi: 3
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~W.P. Użytkownik anonimowy
~W.P. :
No photo ~W.P. Użytkownik anonimowy
Tak się zdarza, że wiejski Psy szczekają jak oszalałe na listonosza, ale czemu szczekają dzisiaj na Malarza. Haha ten świat nieustannie mnie zaskakuje i zadziwia. Zastanawiam się, jakiej treści wezwania przynosił im do domów Malarz, żeby tak go znienawidzić. Jak widać, Niezbadane jest zachowanie i filozofia kundla .
17 lut 13:58 | ocena: 59%
Liczba głosów:46
59%
41%
| odpowiedzi: 3
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~snoopik Użytkownik anonimowy
~snoopik
No photo ~snoopik Użytkownik anonimowy
do ~puk:
No photo ~puk Użytkownik anonimowy
17 lut 14:00 użytkownik ~puk napisał
"Przy Legii jest kościół, przed każdym spotkaniem, zanim dojadę na stadion, wstępuję na małą pogawędkę z Panem Bogiem." I Pan B. kazał mu oszukać, że piłka nie przeszła linii bramkowej.
Po pierwsze bramkarz łapie piłkę za wszelką cenę i niekoniecznie jest skupiony na linii bramkowej. Mógł zwyczajnie nie widzieć, ale już nie w tym rzecz. Nawet jeśli widział, to co by zmieniło jego przyznanie się? To sędziowie decydują, niezależnie od tego co mówią zawodnicy. Taki sport, takie zasady.
17 lut 14:24 | ocena: 56%
Liczba głosów:34
56%
44%
| odpowiedzi: 3
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~ech Użytkownik anonimowy
~ech
No photo ~ech Użytkownik anonimowy
do ~gamzi:
No photo ~gamzi Użytkownik anonimowy
17 lut 13:36 użytkownik ~gamzi napisał
Piłkarze często po zakonczeniu kariery pracują fizycznie.Oszczędności szybko się kończą
Każdy człowiek musi z czegoś żyć. Z reguły pracuje w różny sposób.Nie ma znaczenia co robi. Ważne żeby uczciwie.
17 lut 14:07 | ocena: 73%
Liczba głosów:11
73%
27%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

LOTTO Ekstraklasa

  • Tabela
  • Wyniki
POZ M Z R P G+ G- RÓŻNICA PKT. ZMIANA
  • 1
  • Górnik Zabrze
  • 10
  • 5
  • 4
  • 1
  • 22
  • 14
  • 8
  • 19
  • 2
  • KGHM Zagłębie Lubin
  • 10
  • 5
  • 4
  • 1
  • 15
  • 7
  • 8
  • 19
  • 3
  • Lech Poznań
  • 10
  • 5
  • 3
  • 2
  • 15
  • 6
  • 9
  • 18
  • 4
  • Jagiellonia Białystok
  • 10
  • 5
  • 3
  • 2
  • 14
  • 12
  • 2
  • 18
  • 5
  • Śląsk Wrocław
  • 10
  • 4
  • 4
  • 2
  • 14
  • 12
  • 2
  • 16
  • 6
  • Legia Warszawa
  • 10
  • 5
  • 1
  • 4
  • 12
  • 10
  • 2
  • 16
  • 7
  • Wisła Kraków
  • 10
  • 5
  • 1
  • 4
  • 13
  • 14
  • -1
  • 16
  • 8
  • Korona Kielce
  • 10
  • 4
  • 2
  • 4
  • 12
  • 12
  • 0
  • 14
  • 9
  • Sandecja Nowy Sącz
  • 10
  • 4
  • 2
  • 4
  • 9
  • 9
  • 0
  • 14
  • 10
  • Arka Gdynia
  • 10
  • 3
  • 5
  • 2
  • 9
  • 10
  • -1
  • 14
  • 11
  • Wisła Płock
  • 10
  • 4
  • 2
  • 4
  • 11
  • 13
  • -2
  • 14
  • 12
  • Lechia Gdańsk
  • 10
  • 2
  • 4
  • 4
  • 14
  • 15
  • -1
  • 10
  • 13
  • Pogoń Szczecin
  • 10
  • 2
  • 2
  • 6
  • 9
  • 14
  • -5
  • 8
  • 14
  • Bruk-Bet Termalica Nieciecza
  • 10
  • 2
  • 2
  • 6
  • 8
  • 13
  • -5
  • 8
  • 15
  • Piast Gliwice
  • 10
  • 2
  • 2
  • 6
  • 9
  • 17
  • -8
  • 8
  • 16
  • Cracovia Kraków
  • 10
  • 1
  • 3
  • 6
  • 11
  • 19
  • -8
  • 6
WYNIK
  • 22.09.2017
  • 18:00
  • Piast Gliwice
  • 0:1
  • (0:0)
  • Arka Gdynia
  • (49.) Siemaszko Rafal
  • 22.09.2017
  • 20:30
  • Śląsk Wrocław
  • (24.) Pich Robert
  • (48.) Robak Marcin
  • 2:0
  • (2:0)
  • Lech Poznań
  • 23.09.2017
  • 15:30
  • Bruk-Bet Termalica Nieciecza
  • (46.) Szeliga Bartosz
  • (96.) Iancu Gabriel
  • 2:1
  • (0:0)
  • Lechia Gdańsk
  • (59.) Wolski Rafal
  • 23.09.2017
  • 18:00
  • Pogoń Szczecin
  • (87.) Zwolinski Lukasz
  • 1:2
  • (0:0)
  • Górnik Zabrze
  • (50.) Wieteska Mateusz
  • (65.) Kadzior Damian
  • 23.09.2017
  • 20:30
  • Korona Kielce
  • (35.) Gorski Maciej
  • (55.) Cvijanovic Goran
  • 2:1
  • (1:1)
  • Wisła Kraków
  • (30.) Lopez Carlos Daniel
  • 24.09.2017
  • 15:30
  • KGHM Zagłębie Lubin
  • (79.) Kubicki Jaroslaw
  • 1:0
  • (0:0)
  • Sandecja Nowy Sącz
  • 24.09.2017
  • 18:00
  • Jagiellonia Białystok
  • (86.) Cernych Fedor
  • 1:0
  • (0:0)
  • Legia Warszawa
  • 25.09.2017
  • 18:00
  • Cracovia Kraków
  • (69.) Hernandez Gonzalez
  • 1:3
  • (0:0)
  • Wisła Płock
  • (48.) Varela Nicolas
  • (79.) Merebashvili Giorgi
  • (88.) Furman Dominik